8 marca 2014

miłość

Ktoś mnie pokochał od pierwszej chwili mojego istnienia - ja o tym nie wiedziałam. Ktoś oddał za mnie życie, wiedząc, że Go zdradzę i odrzucę - ja o tym nie wiedziałam. Gdy to do mnie wreszcie dotarło, poszłam do Niego prosząc o wybaczenie. Wybaczył i zapewnił, że mnie bardzo kocha. Nie potrafię Go nie kochać. Nie potrafię już żyć bez Niego. Nie potrafię i nie chcę.

Jezu, kocham Ciebie!


7 grudnia 2013

katolicki kraj?

Mówi się, że Polska to kraj katolików. Problem w tym, że nie każdy, który deklaruje swoją przynależność do KK tym katolikiem faktycznie jest. Słowa świadczą co najwyżej o chęci bycia katolikiem, albo błędnej opinii, że chrzest w KK sprawia, że się tym katolikiem jest. (gdy osoba notorycznie spóźniająca się na wszystkie spotkania mówi, że jest punktualna nie oznacza, że faktycznie jest punktualna, ale że pewnie bardzo by chciała taką być). Sama wiara w Boga to też jeszcze za mało, bo przecież i żydzi i muzułmanie wierzą w Jedynego.
Wiara w Jezusa Chrystusa - Syna Boga i Zbawiciela - sprawia, że ktoś jest chrześcijaninem ale jeszcze nie katolikiem.

By poznać Boga najpełniej, jak jest to możliwe tutaj na ziemi trzeba sięgnąć głębiej, odpowiedzieć sobie na pytania: jaki jest Bóg, w którego wierzę; co mam robić, by Go poznać; jak mam postępować; by było to zgodne z Jego wolą; czym naprawdę jest Kościół, który On założył; czy AMEN wymawiane na koniec wyznania wiary Kościoła Katolickiego faktycznie oznacza, że ja to wszystko uznaję i w to wierzę

Wierzę w jednego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

I w jednego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami.

Bóg z Boga,
Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony,
współistotny Ojcu,
a przez Niego wszystko się stało.
On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba.
I za sprawą Ducha Świętego
przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.
Ukrzyżowany również za nas
pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany.
I zmartwychwstał trzeciego dnia,
jak oznajmia Pismo.
I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca.
I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych,
a królestwu Jego nie będzie końca.

Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela,
który od Ojca pochodzi.
Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę;
który mówił przez Proroków.

Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.
Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów.
I oczekuję wskrzeszenia umarłych
i życia wiecznego w przyszłym świecie.

5 czerwca 2013

fizyka?! nigdy jej nie polubię!

Ostatnio znowu rozmawiałam z moim znajomym, który odszedł od Kościoła. Jego słowa skierowane przeciwko Kościołowi i Bogu skojarzyły mi się ze słowami, które słyszałam nieraz z ust moich uczniów: "nienawidzę fizyki!- potrzebuję tylko zaliczyć ten sprawdzian/semestr." Mimo takiej deklaracji staram się jednak zaciekawić ich tym przedmiotem i czasem udaje mi się zmienić diametralnie ich nastawienie jaką przejawiają do fizyki. Przekonuję się wtedy, jak wiele zależy od pierwszych nauczycieli, najpierw przyrody, potem fizyki, którzy przekazują niezbędną wiedzę młodym ludziom. Pamiętajmy: młody człowiek z natury jest bardzo ciekawy świata, z czym zgodzi się chyba każdy rodzic. Nieustanne pytania stawiane przez niego: "a dlaczego", "a czemu", "a jak" są najlepszym tego dowodem. Uważam za zbrodnię zabijanie tej naturalnej ciekawości odpowiedziami typu: "nie zadawaj głupich pytań", "nie mam czasu", "niepotrzebna ci ta wiedza". Oczywiste jest to, że nie każdy rodzic/nauczyciel zna odpowiedzi na wszystkie pytania zadawane przez dziecko, ale nie jest żadną ujmą przyznać się, do swojej niewiedzy i poprosić o czas do namysłu, lub polecić odpowiednią lekturę. Takim podejściem do dziecka zyskuje i rodzic i dziecko. Ale nie o wychowaniu chciałam dziś napisać a raczej o uprzedzeniach, jakich nabywa młody człowiek, gdy coś, co go interesuje jest niezrozumiałe, a osoby, które powinny mu pomóc zrozumieć zbywają go i jego problem. Prowadzi to do utrwalenia w nim myślenia, "że to jest za trudne dla mnie, nigdy tego nie zrozumiem", co w konsekwencji prowadzi do pamięciowego przyswajania materiału kolejnych lekcji bez żadnej refleksji i chęci zrozumienia. Byle zaliczyć i mieć z tym spokój. Wracając do wspomnianego znajomego: czy nie jest tak, że osoba zrażona w pewnym momencie do Kościoła będzie reagowała bezrefleksyjną awersją w późniejszym życiu? Jeśli jedynymi skojarzeniami z Bogiem będzie - lekcja religii, na której trzeba było wykuć na pamięć katechizm; udział w mszy świętej, z której ktoś został wyrzucony bo rozmawiał i ksiądz to akurat zauważył, ale już nie wytłumaczył, dlaczego nie wolno rozmawiać; udział we mszy, na której tak naprawdę nie wiadomo co się dzieje i po co; ksiądz, który wciąż krzyczy na innych a na kazaniach opowiada o miłości bliźniego - to taki człowiek nie będzie miał chęci poznawania Boga, bo to co już widział i czego doświadczył skutecznie go do tego zniechęciło. Słowem: odrzuca Boga i Kościół, jaki zna, nie mając okazji poznać, jaki jest naprawdę. Podobnie jak osoba, twierdząca, że nienawidzi fizyki, tak naprawdę jej nie poznając...

4 maja 2013

wspólny znajomy

Jakiś czas temu zauważyłam, że ludzi wyznających wiarę w Jezusa szybciej akceptujemy, łatwiej nawiązujemy z nimi znajomość. Jest to całkiem logiczne - dwie całkiem obce osoby zaczynają ze sobą rozmawiać, gdy przychodzi osoba, która zna każdą z nich. Wtedy tym impulsem do rozmowy może być pytanie o tę znajomość a potem to już się rozwija...

Dwóch chrześcijan zawsze ma Wspólnego Znajomego, a znajomy Znajomego jest i moim znajomym...


20 kwietnia 2013

pusty grób


Jutro już Czwarta Niedziela Wielkanocna. Codzienna liturgia przypomina początki Kościoła Jezusowego, a Ewangelia wskazuje na owoce Zmartwychwstania. Bo Jezus naprawdę zmartwychwstał! On naprawdę pokonał śmierć! Wiem, że czasami trudno jest o tym pamiętać, gdy rozejrzawszy się dookoła zauważamy tyle zła, przemocy i niesprawiedliwości. Ale to zwycięstwo może następować co chwilę, każdego dnia. Zawsze, gdy wybieramy Boga a nie siebie odnosimy drobne zwycięstwo w tej odwiecznej walce dobra ze złem. Tak jak On, do końca był wierny swojemu Ojcu, do końca wypełniał Jego wolę tak i my starajmy się coraz częściej mówić "TAK" Bogu. Wtedy właśnie wybieramy życie, a nie śmierć i stawiamy kolejny krok na drodze do naszego zmartwychwstania.

22 grudnia 2012

Święta Bożego Narodzenia

Wiara to relacja pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Wiara w istnienie Boga poprzedza wiarę Bogu, zaufanie, które pokładamy w Nim. Ale wiara to relacja dwustronna – Bóg również pokłada ufność w człowieku. Przyjęcie przez Jezusa ludzkiej natury jest dowodem zaufania, jakim Bóg obdarzył człowieka w osobie Maryi a potem Józefa, powierzając im opiekę nad małym Jezusem. Bezbronnym, nagim, całkowicie zdanym na drugiego człowieka Bogiem. Niech zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pomogą nam odnaleźć dziecię-Jezusa, który obdarza nas zaufaniem, którym my często nie umiemy obdarzyć siebie, innych ludzi a nade wszystko Boga.


Błogosławionych Świąt!

20 grudnia 2012

wybierz schody a nie windę

Dziś mi przyszła pewna myśl, gdy nie mogąc się doczekać na windę skierowałam się w stronę schodów. Mamy dostać się na drugie piętro - można wybrać windę, którą szybko i bez wysiłku dostaniemy się na miejsce, ale możemy wybrać schody, które zmuszają do wysiłku przy pokonywaniu każdego stopnia a im wyżej tym trudniej. Ale tym większa satysfakcja, że się jednak na nie zdecydowaliśmy!
Czyż nie trafiamy na podobne sytuacje w życiu? Osiągnięcie celu staje się najważniejsze i najlepiej, aby został on osiągnięty szybko i bezboleśnie. A może warto jednak wybrać tę trudniejszą drogę? Tę bardziej wymagającą? Dłuższa droga zwiększa również szansę na spotkanie różnych osób, które również wybrały tę opcję. Poprawia również naszą kondycję fizyczną jak i kształtuje naszą wolę.
Dlatego czasem warto wybrać schody, nie windę...